czwartek, 24 września 2015

Raging Death - Raging Death [2015]


Raging Death to zespół, który wydał dwa demka kilka lat temu, lecz dopiero dziś, po pięciu latach od daty powstania formacji, uraczono nas pierwszym pełnym albumem. Krążek już od pierwszych nut uderza swoim oldschoolowym klimatem i bezkompromisowością, a więc tym, co właściciele katan i białych adidasków lubią najbardziej.

 Chórki, lekko niewyraźne, połamane melodie, dynamiczna sekcja rytmiczna i zmienna forma utworów. Krzykacz na wokalu, mięsiste riffy i podróż sentymentalna do połowy lat 80. - tak mogę pokrótce opisać tę płytę. Wyraźnie słychać tu wpływy legend niemieckiego thrashu (Destruction, wczesny Kreator), ale też sceny amerykańskiej (Exodus, Overkill), zmieszane ze sobą w bardzo dobry sposób, z dodatkiem kreatywności i własnych pomysłów. Krążek jest interesujący, kolejne riffy nie przypominają za bardzo swoich pierwowzorów, w dodatku wszystko zostało bardzo dobrze nagrane. Dzięki temu Raging Death słucha się naprawdę przyjemnie. Riffy są proste, ale urozmaicone częstymi złamaniami rytmu, dzięki czemu nie ma sytuacji, w której bym się nudził. Kolejne kompozycje pozytywnie zaskakują różnorodnością - użyto tu wielu środków, żeby nie brzmiały jednakowo, i ten zabieg udał się doskonale. Thrash nie jest gatunkiem, w którym można coś nowego wymyślić, ale jak widać, z całą pewnością możliwe jest nagranie ośmiu różnych od siebie kompozycji. Takie smaczki jak pojawiająca się nagle solówka, zwolnienie tempa w niestandardowym momencie, albo szybkie przejście do refrenu nadają utworom dynamiki i sprawiają, że chce się ich posłuchać po raz kolejny. W tym tkwi największa siła albumu: Z każdym kolejnym przesłuchaniem kopie coraz mocniej, pozwala odkrywać się na nowo i słyszeć coraz więcej.

Osiem dobrych numerów w niemiecko-amerykańskim sosie, z własnymi pomysłami i dużymi umiejętnościami kompozytorskimi. Tym właśnie jest debiutanckie dziecko Raging Death. Panowie konsekwentnie realizują swoje marzenie stania się gwiazdami gatunku, nagrywając album bez zbędnych wypełniaczy, pełen bardzo dobrego thrash metalu starej szkoły. Jeśli w debiucie wypadają tak okazale, strach pomyśleć jaki będzie następca! Słychać tu dużo talentu i pasji, autentyczności, jakiej nie da się wypracować, którą trzeba mieć w sercu... "Metal is our reason to live. You are our reason to play", piszą o sobie muzycy. Po lekturze krążka nie mam żadnych wątpliwości w prawdziwość tych słów. Każdy maniak thrash metalu powinien się z tą płytą zapoznać i czym prędzej przytwierdzić naszywkę z logo zespołu do swojej katany. Jestem bardzo ciekawy jak dalej potoczą się ich losy i mam szczerą nadzieję, że dołączą do polskiej, może europejskiej czołówki gatunku - mają ku temu potencjał.

8/10



Punishment 18 Records

01. Space Invaders
02. Raging Death
03. Back To The Past
04. Warrior of Revenge
05. Evil Command
06. Race of Races
07. Cry For Time
08. Challenged By The Unknown

Skład:
Igor Faliński - gitara, wokal
Michał Kotwicki - bas
Dawid Sówka - perkusja
Piotr Ciepły - gitara prowadząca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

10 lat od ostatniego lotu Ołowianego Sterowca

4 grudnia 1980 roku trójka żyjących „pilotów” Ołowianego Sterowca – Robert Plant, Jimmy Page i John Paul Jones ogłosiła, że ten nie...